środa, 1 października 2014

Statystyki wyprawy Złombol 2014

Tradycyjnie, po każdej wyprawie, robimy krótkie zestawienie najważniejszych danych wyprawy Złombol. W tym roku sprawa wygląda następująco:

Liczba uczestników: 7 
Liczba odwiedzonych państw: 8 
Czas trwania podróży : 15 dni 
Pokonany dystans: 5940 km 
Ilość spalonego gazu LPG: 1225 L 
Ilość spalonej benzyny PB95: 50 L 
Ilość zużytego oleju silnikowego: 3,5 L 
Rodzaje awarii: 
- uszkodzona dętka w prawym tylnym kole 
- uszkodzona felga w lewym tylnym kole 
- uszkodzony stabilizator w lewym przednim kole 
- uszkodzony tłoczek hamulcowy w prawym przednim kole

sobota, 27 września 2014

Dzień 15. Wracamy

No cóż, tak to już bywa, że wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć… mamy przed sobą ponad 900km do domu więc niechętnie wsiadamy do Nyski. Co ? Już koniec ? No, niestety… obowiązki wzywają. Ogólnie trasa przebiegała bezproblemowo. Mieliśmy po drodze dwie przerwy na obiad i świetną kawkę w „Oldtimer”. W niedzielę rano, o godz. 3:30, gasimy silnik w Izbicku. Dotarliśmy bezpiecznie do domu!

piątek, 26 września 2014

Dzień 14. Wenecja wieczorową porą

Wyprawa zbliża się powolutku ku końcowi, ale zanim wyruszymy w drogę powrotną mamy w planie zwiedzić Wenecję. Jedziemy wzdłuż wybrzeża i robimy ostanie „włoskie zakupy” w napotkanym markecie. Oczywiście włoskiego wina nie mogło zabraknąć na naszej liście. Około 100 km przed naszym celem pomagamy zaprzyjaźnionej ekipie „Biała Strzała” usunąć usterkę przednich świateł i praktycznie, do Wenecji, docieramy ok godz. 18:00. Nie ma tego złego…. Wenecja nocą wygląda bajecznie a przemierzanie labiryntu uliczek w celu znalezienia placu Św. Marka sprawia nam wielką frajdę. Jest przygoda ! Podobno mamy szczęście, że dzisiaj zwiedzamy Wenecję bo jutro ma się odbyć ślub George’a Clooney’a i część miasta ma być wyłączona z ruchu… widać, facet nie próżnuje ;)

czwartek, 25 września 2014

Dzień 13. San Marino

Tęskniliśmy trochę za górzystymi terenami więc droga do San Marino sprawia nam wielką frajdę. Docieramy pod same mury miasta skąd ruszamy na zwiedzanie całego kompleksu ogrodzonego murem obronnym oraz wież usytuowanych na sąsiednich wierzchołkach Monte Titano. Mamy piękne widoki, a w oddali dostrzegamy Morze Adriatyckie. Jest super ! Po kilkugodzinnym pobycie w San Marino jedziemy na kemping w okolicy miejscowości Ravenna. Tam dokonujemy kolejnych regulacji hamulców oraz naprawiamy stabilizator w lewym przednim kole. Kosmetyka ! Takie usterki możemy mieć codziennie na Złombolu. Na kempingu spotykamy również rodzinkę, tzn. ojca z córką, którzy również od kilkunastu dni podróżują po Europie oldschool'owym Fiat 500 z przyczepką kempingową... super zakręceni ludzie !

środa, 24 września 2014

Dzień 12. Przeprawa nad Morze Adriatyckie

Cel na dzisiaj to przedostanie się na drugi brzeg, nad Morze Adriatyckie. Mimo, że jedziemy „krajówkami” przejazd przez Apeniny nie sprawia nam trudności. W południe lądujemy w San Benedetto del Tronto gdzie wita nas deszczowa i wietrzna pogoda. Mieliśmy w planach zostać tam dłużej i odpocząć na piaszczystych plażach… nic z tego, trzeba było uruchomić równie atrakcyjny plan B. Wyruszamy na północ i zatrzymujemy się w Loreto, gdzie zwiedzamy Sanktuarium Santa Casa. Następnie jedziemy w okolice miasta Rimini, gdzie postanawiamy przenocować na parkingu. Aaa.. byłbym zapomniał… jedząc obiadokolację, odwiedzają nas Karabinierzy, którzy dostali wezwanie aby sprawdzić co tutaj wyprawiamy. Skończyło się na uśmiechach, spisaniu danych osobowych i na wspólnym zdjęciu :)

wtorek, 23 września 2014

Dzień 11. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Wyruszamy na podbój Rzymu naszą hippie-nyską. Nie wiemy, czy ktoś już przed nami robił takie akcje ale i tak czujemy się wyjątkowo. Pierwszym zadaniem, z jakim przyszło nam się zmierzyć było znalezienie parkingu dla naszej Nysy. Większość miejsc była albo zajęta albo nieosiągalna, ze względu na ograniczenia wysokości dla naszego wozu. W końcu, po 2 godzinnej objazdówce po centrum miasta znajdujemy parking i ruszamy w miasto. Udaje nam się zobaczyć m.in. Watykan, Zamek św. Anioła, Forum Romanum i oczywiście Koloseum. W jednej z uliczek jemy pyszny włoski obiad i próbujemy się wczuć w klimat miasta. Około północy opuszczamy Rzym z dużym niedosytem i nocujemy na stacji benzynowej poza granicami miasta. Do Rzymu jeszcze kiedyś wrócimy… tak na spokojnie.

poniedziałek, 22 września 2014

Dzień 10. Krzywa wieża

Jest grubo po północy a my dalej w drodze. Za wszelką cenę dotrzeć w okolice miasta Genova, tak by skrócić dystans, który mamy zamiar pokonać dzisiaj po południu. Ostatecznie lądujemy w miejscowości Pedale (bez skojarzeń) i zasypiamy na tutejszej promenadzie. Rankiem wyruszamy do Pizy sprawdzić czy krzywa wieża jest nadal krzywa i czy ludzie przyjmują dziwne pozy z „Power Rangers”. Potwierdzamy. W tych kwestiach nic się nie zmieniło. Wieczorem docieramy do Lido di Tarquinia gdzie nocujemy na kempingu. Idziemy wcześnie spać. Jutro Rzym !

niedziela, 21 września 2014

Dzień 9. Monaco

Dzisiaj wybieramy się nad Lazurowe Wybrzeże. Parę kilometrów po wyjeździe z naszego kempingu odkrywamy, że tylne lewe koło jest poluzowane… eh, mamy uszkodzoną felgę, nakrętki i częściowo szpilki…czyżby górskie serpentyny do tego doprowadziły, a może sabotaż ? No nic, zmieniamy koło i od tego momentu podróżujemy bez zapasu. Wymiana koła trochę nam zajęła i ze względu na ograniczony czas decydujemy się przejechać Cannes i Niceę wzdłuż promenady, bez zatrzymywania się. Piękna pogoda, przydrożne palmy i mnóstwo biegających ludzi po promenadzie tworzą całkiem fajny obraz, wręcz filmowy. Może nie przypadkiem odbywają się tutaj festiwale filmowe ? W końcu docieramy do głównego celu, czyli do Monaco gdzie planujemy spędzić całe popołudnie. Mamy szczęście, na niedzielnej polskiej mszy św. poznajemy ks. Bronisława i uroczą Natalię, którzy później przy kawce opowiadają nam o tym mieście. Co więcej, Natalia proponuje nam oprowadzenie po Monaco-Ville… księcia nie spotykamy ale za to mamy wspaniały widok na port Hercule i dzielnicę Monte Carlo. Wyjeżdżając z miasta jedziemy trasą, którą podczas Grand Prix pokonują bolidy F1 :)

sobota, 20 września 2014

Dzień 8. Kolejne naprawy i Saint-Tropez

Jedziemy wzdłuż wybrzeża krętymi drogami i podziwiamy wspaniały krajobraz… tak, tego nam brakowało w drodze do Lloret de Mar. Dzisiaj planujemy dotrzeć do Saint – Tropez, miejsca wypoczynku i lansu najbogatszych … również miejsca słynącego z komedii z Louisem de Fine w roli głównej. Wcześniej jednak chcemy zatrzymać się na kempingu gdzie czeka nas przegląd i regulacja hamulców. Zauważyliśmy, że od wczoraj prawe przednie koło nie hamuje tak jak trzeba… po inspekcji okazało się, że jeden z tłoczków odmówił posłuszeństwa. Nie zastanawiając się długo, korzystamy z naszych zapasów i wymieniamy uszkodzoną część… jesteśmy gotowi do podboju Saint Tropez. Po sezonie miasto jest raczej senne… spotykamy tam dwie różne grupy ludzi… bogaczy i turystów… Ci pierwsi pokazują swoje jachty zadokowane w porcie lub bawią się w zamkniętych gronach w ekskluzywnych klubach . Z kolei Ci drudzy snują się po ulicach i szukają tego uroku opisanego w przewodnikach. Saint - Tropez nie zrobiło na nas szczególnego wrażenia.

piątek, 19 września 2014

Dzień 7. Chill out

Plan na dziś… chill out… Korzystamy ze znakomitej pogody i lądujemy na plaży Playa de Lloret w Lloret de Mar. Jedni kąpią się w morzu, inni się opalają. Ładujemy baterie i się relaksujemy przed czekającą na nas trasą. Późnym popołudniem idziemy zobaczyć wybrzeże i zamek usytuowany na skale, wysyłamy także widokówki do naszej rodziny, znajomych i darczyńców Złombola. Wieczorem wyjeżdżamy w kierunku miasta Montpellier.

czwartek, 18 września 2014

Dzień 6. Barcelona

Czas wyruszyć w drogę powrotną do Polski, która w naszym wykonaniu będzie trwała 10 dni. Mamy ambitne plany ! Co z tego wyjdzie ? Zobaczymy. Na dzisiaj zaplanowaliśmy zwiedzanie Barcelony, więc szybko zwijamy obozowisko i żegnamy się z zaprzyjaźnionymi ekipami. Do Barcelony docieramy około południa jednak nie małym wyzwaniem było znalezienie wolnego miejsca na parkingu. Po zrobieniu kilku rund wokół centrum znajdujemy dogodne miejsce, a następnie ruszamy pieszo w miasto. Jemy hiszpańskie tapas, paella i popijamy sangria, a następnie zwiedzamy Sagrada Familia oraz idziemy deptakiem La Rambla nad wybrzeże. W końcu docieramy wieczorem na spektakl barwnych fontann Fuente mágica. Nocą jedziemy z powrotem do Lloret de Mar, gdzie postanawiamy przenocować na plaży… darmowy hotel z milionem gwiazd + szum morza. Chyba nie znajdziemy lepszej oferty ? :)

środa, 17 września 2014

Dzień 5. Lloret de Mar witaj !

Tak, jesteśmy niewyspani ale świadomość, że pozostało do celu tylko 270km dopinguje nas niesamowicie. Ekspresowe śniadanie, zakupy w lokalnym markecie i w drogę. Okazuje się, że burza, która próbowała zdmuchnąć nasze namioty ponownie chce pokrzyżować nasze plany. Dosięga nas olbrzymi deszcz, tak że wycieraczki samochodu nie nadążają przecierać szyb naszej "hippie nyski". 30 km przed celem, drogi są tak zalane, że tutejsza policja organizuje objazdy. Tak ma wyglądać nasz pobyt w "słonecznej" Hiszpanii ? To jest nasz cel ? Zrezygnowanie rysuje się na twarzach ekipy... 5 km przed miejscowością wyjeżdżamy spod pechowej chmury a naszym oczom ukazuje się słoneczne Lloret de Mar. Dotarliśmy do celu !

wtorek, 16 września 2014

Dzień 4. Pierwsze usterki

Strasznie nie chce nam się wstać... no cóż, nocna jazda nieźle nas wymęczyła. Gdy w końcu zmobilizowaliśmy się do przygotowania śniadania, zauważamy, że mamy mało powietrza w tylnym prawym kole. Ostre zakręty dały się we znaki, a wizyta u wulkanizatora tylko potwierdziła te przypuszczenia. Nie zastanawiając się długo, wymieniliśmy uszkodzoną dętkę i ruszamy w dalszą podróż. Dzisiaj nie chcemy męczyć naszego samochodu więc wybieramy autostrady, aby szybko i bezproblemowo przejechać Lazurowe Wybrzeże. Miejscowości takie jak Marsylia, Saint Tropez, Cannes czy nawet Monaco mamy zamiar zwiedzić w drodze powrotnej. Ostatecznie po kilkunastogodzinnej jeździe lądujemy w miejscowości Meze, gdzie rozbijamy obozowisko. Kapryśna pogoda nie pozwoliła nam się wyspać... czyli kolejne uroki Złombola. Do późnych godzin nocnych walczymy z silnym wiatrem, który próbuje zrobić z naszych namiotów latawce. Daliśmy radę !

poniedziałek, 15 września 2014

Dzień 3. Jezioro Garda i górskie serpentyny

Wstajemy wczesnym rankiem i jedziemy w kierunku jeziora Garda. Wybraliśmy lokalną i malowniczą drogę, wśród pagórków i ogromnych winnic. Mamy niesamowite widoki. Nad jezioro docieramy popołudniową porą, gdzie też postanowiliśmy zjeść nasz obiad. Z czego składa się nasze menu ? No cóż, jest to studencki i nisko budżetowy wypad, więc na polowym stole królują głównie zupki chińskie, ryż, makaron i różnego rodzaju sosy na bazie pomidorów. Są też pulpety, ale strasznie niedobre. Po obiedzie planujemy się przedostać nad Morze Śródziemne. Ze względu na to, że średnia prędkość przelotowa naszej Nyski wynosi 70km/h lądujemy na górskich serpentynach ok 23:00... Odcinek między miastem Piacenza a Genova przypominał scenerię z filmów grozy... górskie serpentyny z zakrętami 90 i 180 stopni, brak oświetlenia ulicznego, wąskie przejazdy mostami i zbliżająca się burza, która przecinała niebo błyskawicami, raz za razem. Adrenalina sięgała zenitu i zdecydowanie nie pozwalała zasnąć nawet największym śpiochom w ekipie. Ostatecznie, po pokonaniu ekstremalnego odcinka, dotarliśmy do Sanremo, gdzie na miejskiej promenadzie postanowiliśmy przenocować.

niedziela, 14 września 2014

Dzień 2. Graz & Grado

Po pysznym śniadaniu wyruszamy z Berndem, naszym znajomym z Graz, na zwiedzanie miasta i na niedzielną mszę św do tutejszej katedry. Mamy szczęście, bo przy okazji załapujemy się na „Aufsteirern 2014”, gdzie poznajemy tutejsze obyczaje, tańce i swojskie jadło. Jest super ! Około 14:00 żegnamy się z Berndem i jedziemy do Grado, malowniczego miasteczka nad Morzem Adriatyckim. Trasa przebiegła spokojnie i przypomniała nam dlaczego tak naprawdę bierzemy udział w rajdzie Złombol. Sam rajd jest nie tylko fajną formą wspierania dzieci z domów dziecka i zastrzykiem adrenaliny dla drużyny ale i szczególną okazją wywoływania uśmiechu w osobach spotykanych na trasie. Nasza Nyska jak zwykle robi pozytywne zamieszanie i poprawia humor losowo napotkanym przechodniom i kierowcom wypasionych bryk.

sobota, 13 września 2014

Dzień 1. Wyruszamy do Hiszpanii !

Wstajemy wcześnie rano z łóżek i wyruszamy punktualnie o 5:00 z Izbicka do Katowic na start rajdu Złombol 2014... część ekipy jest zmęczona, bo do późna usuwała usterkę silnika i pakowała samochód... zero snu i naprawy do samego końca - tak, to jest Złombol! W Katowicach rejestracja przebiegła sprawnie i w samo południe wyruszyliśmy w podróż, którą mamy zamiar zakończyć za dwa tygodnie. Część uczestników ruszyła na Węgry, na pierwszy wyznaczony przez organizatorów kemping. Inni wybrali sobie za cel wybrzeże Morza Adriatyckiego. My z kolei postanowiliśmy odwiedzić dobrego znajomego w Graz, gdzie będziemy nocować. Jak przebiegała droga ? Autostrady, autostrady i autostrady... czyli nuda. Już nie możemy się doczekać malowniczych tras nad Francuską Riwierą.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Promujemy Złombol'a

Co porabiamy w wolnym czasie, oprócz kręcenia śrubek w naszej Nysce ? Cóż, staramy się również promować ideę Złombol'a w różnego rodzaju mediach. W minioną sobotę mieliśmy fajny debiut w TVP Opole i Teleexpresie. Zachęcamy gorąco do obejrzenia nagrań oraz odwiedzenia zakładki "Media", gdzie umieściliśmy archiwalne wywiady do gazet. 

sobota, 16 sierpnia 2014

Syzyfowa praca - uszczelnianie silnika

Jeden znajomy mechanik powiedział, że silnika w Nysce nie można uszczelnić... i miał rację ;) Co roku przerabiamy ten sam schemat: sprawdzamy uszczelki na których pojawiły się poważne wycieki, oceniamy wkład pracy i w końcu wymieniamy ;) Gdyby to były drobne wycieki, to pewnie zostawilibyśmy to w spokoju. Jednak gdy mamy świadomość, że gubimy w trasie olej... litry oleju, to decyzja o wymianie uszczelek jest jak najbardziej uzasadniona. Zdecydowanie piętą achillesową naszego silnika są uszczelki miski olejowej i pokrywy rozrządu.... dodatkowo w tym roku pojawił się wyciek na pompie wody, więc nie zastanawiając się długo, zdemontowaliśmy chłodnicę i wzięliśmy się do pracy.

piątek, 8 sierpnia 2014

Regeneracja gaźnika

Zapach benzyny w kabinie samochodu i "zalewanie" silnika było wystarczającym sygnałem aby przyjrzeć się bliżej gaźnikowi. Ostatnia inspekcja była robiona przed wyjazdem do Szkocji, więc był to też dobry moment na gruntowny przegląd. No cóż... po rozkręceniu gaźnika okazało się, że jeden z pływaków oderwał się od dźwigni i leżał na dnie komory pływakowej. Co więcej, pływak ten był nieszczelny... Na szczęście nie jest to usterka, która wymaga wielkich nakładów pracy. Lutownica i kawałek cyny wystarczyły aby poradzić sobie z problemem. HippieNyska znowu pracuje normalnie :)

piątek, 1 sierpnia 2014

Przygotowania idą pełną parą

Czas dodać nowy wpis, bo jeszcze pomyślicie, że się rozmyśliliśmy :) Co nowego u nas ? Cóż, skrupulatnie wypełniamy pozycje z naszej listy "100 things to do"... Aktualnie robimy generalny przegląd przedniego zawieszenia i układu kierowniczego, aby zniwelować występujące luzy do minimum. Mamy nadzieję, że komfort jazdy się poprawi i kręcenie kierownicą wte i wewte na prostej drodze się skończy ;)

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Złombol 2014 - Vamos a la playa !

Witamy ponownie po dłuższej przerwie na naszym blogu :) Nasza HippieNyska zapadała w sen zimowy i pewnie już marzy o kolejnych wojażach. No własnie, w sen zimowy ? Mamy wrażenie, że przywieźliśmy sierpniową pogodę z samego Nordkapp'u... dużo słońca, bezchmurne niebo i temperatura oscylująca w okolicach 10 st. C. Do kompletu brakuje jedynie "białych nocy"... ale dzisiaj nie o tym ;) Parę dni temu organizatorzy ogłosili cel tegorocznej charytatywnej wyprawy "ZŁOMBOL 2014", a jest nim Lloret de Mar w Hiszpanii... malownicze miasto i kurort nad Morzem Śródziemnym, niedaleko Barcelony. Szykuje się malownicza trasa wzdłuż Lazurowego Wybrzeża jak i kilkanaście miast, które od dawna chcieliśmy odwiedzić. Czy jedziemy ? No ba ! Ekipa HippieNyss melduje gotowość do startu. Vamos a la playa !


P.S. Widzieliście już relację z wyprawy na Nordkapp ? Co prawda, nie jesteśmy tam widoczni ale film oddaje całkowicie ducha rajdu ZŁOMBOL !

czwartek, 29 sierpnia 2013

Podziękowania :)

Sukces ma wielu ojców ! Podobnie jak w poprzednich edycjach tego ekstremalnego rajdu załoga HippieNyss mogła ponownie doświadczyć niebywałej życzliwości oraz bezinteresownej pomocy wielu osób z Gminy Izbicko i okolic. Jest to dla nas bardzo ważne dlatego z całego serca przesyłamy Wam nasze podziękowania !
W szczególności chcielibyśmy podziękować kilku osobom, którzy w trakcie przygotowań podali nam pomocną dłoń i udzielili fachowych rad. Są to:
- Andrzej Kapica
- Ryszard Kampa
- Norbert Wieczorek

Dziękujemy za zaangażowanie !

Cała akcja nie miała by sensu gdyby nie darczyńcy, którzy wsparli akcję ZŁOMBOL 2013 i tym samym umożliwili naszej załodze start w rajdzie. Jest nam niezmiernie miło, że podobnie jak w zeszłym roku, ZŁOMBOL 2013 został wsparty przez:
- Gmina Izbicko
- Eurocar Wieczorek
- Restauracja Fuhlwypas
- Dach-Profi Grzegorz i Karol Knapik
- Usługi Plastyczno-Reklamowe Radziej

W imieniu naszym jak i fundacji "Nasz Śląski" dziękujemy za zaufanie !

ZŁOMBOL 2013 przeszedł już do historii...czas wrócić do szarej rzeczywistości ;) Pozostały nam wspaniałe wspomnienia nie tylko z trasy ale i z samych przygotowań samochodu. Doświadczenie, które zdobyliśmy przy planowaniu trasy, budżetu i logistyki, i które wymagało dużej energii na pewno nie pójdzie na marne !
Poniżej jeszcze raz zamieszczamy naszą trasę, którą przebyliśmy w ciągu 14 dni, a innym ekipom w Złom-bolidach mówimy: Do zobaczenia za rok !

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Złombol 2013. Statystyki

Jak co roku, robimy małe podsumowanie tegorocznej wyprawy. Oto kilka najważniejszych danych :)
Liczba uczestników: 7
Liczba odwiedzonych państw: 8
Czas trwania podróży : 14 dni
Pokonany dystans: 6740 km
Ilość spalonego gazu LPG: 907 L
Ilość spalonej benzyny PB95: 422 L
Ilość zużytego oleju silnikowego: 3,5 L
Rodzaje awarii:
- uszkodzony bieżnik tylnego prawego koła
- uszkodzony wentyl w lewym przednim kole
- wyciek oleju z silnika
- zwarcie instalacji elektrycznej
Inne: włamanie do samochodu - skradziona kamera i tablet.

piątek, 23 sierpnia 2013

Dzień 14. Droga do domu

Czas zwijać obozowisko i ruszać do Polski. Niestety, wszystko co dobre szybko...zbyt szybko się kończy :) Zwijamy obozowisko i po paru minutach jesteśmy na niemieckiej Autobahnie, na której nie ma ograniczeń prędkości. W sumie nas to nie dotyczy bo nasze „prywatne” ograniczenie (80km/h) skutecznie hamuje zapędy rajdowe kierowców ;) Po przeszło 12 godzinnej podróży z jedną przerwą na obiad docieramy do naszych domów.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Dzień 13. Nadrabiamy braki z dzieciństwa :)

Po wczorajszym dniu humory całej ekipy nie były... delikatnie mówiąc... dobre. Jeszcze w nocy przeprawiliśmy się promem z Danii do Niemiec i ruszyliśmy w kierunku Sierksdorf gdzie znajduje się Hansa-Park. Tam na parkingu rozbiliśmy namioty na ciepłej kostce brukowej ;) Już wcześniej zakładaliśmy, że ten dzień wyprawy rezerwujemy na szaleństwa na kolejkach górskich i nadrabianie zaległości z dzieciństwa. Po wczorajszym incydencie tym bardziej było to wskazane. W parku spędziliśmy cały dzień ! Poczuliśmy adrenalinę i ściskanie w żołądku. No i humory zdecydowanie się poprawiły! Wieczorem docieramy do Travemunde i Priwall, i tam lokujemy się na kempingu. Rozpalamy także uroczystego grilla bo to już ostatnia noc naszej wyprawy :)

środa, 21 sierpnia 2013

Dzień 12. Mała Syrenka i... włamanie do samochodu.

Zanim wyruszyliśmy przez most do Kopenhagi postanowiliśmy zwiedzić Malmo, a dokładniej średniowieczne śródmieście. Malmo to bardzo fajne i klimatyczne miejsce. Hmm.. porównując do Sztokholmu... jakieś takie bardziej żywe. Po zobaczeniu Gamla Staden i XV wiecznego zamku Malmohus wyruszamy słynnym mostem do Kopenhagi. Tam znajdujemy miejsce do parkowania jak i punkt informacyjny (turystyczny) gdzie pobieramy darmowe mapki i przewodniki. Kopenhagę zwiedzamy wzdłuż zaproponowanej przez przewodnik trasy co zajęło nam pieszo ok 3-4 godz. Widzieliśmy chyba wszystko, łącznie z Małą Syrenką ;) Po powrocie do samochodu zauważamy odsunięte okno od strony kierowcy - było włamanie (!) i to praktycznie w centrum miasta :/ (Niestety, ze względu na taką a nie inną konstrukcję, okna w przednich drzwiach Nysy można łatwo sforsować). Na szczęście nie udało się złodziejom wyłamać zamku w drzwiach więc łupem padła tylko kamera i tablet, będące w zasięgu ręki na tylnym siedzeniu... eh, mamy nauczkę na kolejne wyprawy. Aha, z tego miejsca pozdrawiamy złodziei - zapomnieliście ładowarki do kamery!

wtorek, 20 sierpnia 2013

Dzień 11. Trochę nudno

Dzisiejszym celem było dojechanie w okolice Malmo, czyli nudy przez ponad 500km po szwedzkich autostradach. Na szczęście znaleźliśmy rekompensatę w postaci kempingu niedaleko Landskrony, położonego bezpośrednio nad brzegiem cieśniny Sund, skąd już było widać Danię i most łączący Malmo z Kopenhagą. Późnym wieczorem dołącza do nas inna ekipa w białej Skodzie, która podobną trasą wraca do Polski. Rozmowy, szum fal i piękny zachód słońca skutecznie nas relaksują. Co niektórzy próbują jeszcze kąpieli… tym razem bez zbędnych krzyków ;)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Dzień 10. Szwecja w pigułce

Gamla Uppsala była niegdyś centrum kultu pogańskiego, siedzibą szwedzkich królów z dynastii Ynglingów jak i siedzibą arcybiskupów Szwecji. Powodów do odwiedzenia tego mitycznego miejsca było mnóstwo, więc po śniadaniu ruszyliśmy na obchód tego kompleksu. Najpierw zwiedziliśmy kościół (niegdyś katedra) który swoim początkiem sięga XI wieku. Jest tam również pochowany Anders Celsius... tak, ten Celsius. Co ciekawe, w tym samym kościele wystawiono do swobodnego przeglądania biblie z lat 1850 - 1880. Okazalsze eksponaty, należące do dynastii Waza były już za szklaną witryną ;) Po obejrzeniu kurhan grobowych ruszamy do Sigtuny, gdzie oglądamy ruiny średniowiecznych kościołów oraz znajdujemy mnóstwo kamieni runicznych. Ponadto oglądamy najstarszą ulicę w Szwecji - Storagatan. Po południu docieramy do centrum Sztokholmu i korzystając z przewodnika kupionego jeszcze w Polsce zwiedzamy kolejno wszystkie najważniejsze zabytki na wyspach Stadsholmen, Skeppsholmen, Kastellholmen i Djurgarden. Do wszystkich miejsc docieramy pieszo, więc wieczorem opadamy z sił. Zjadamy gdzieś na mieście pizze (jedyne w tym mieście pożywienie na studencką kieszeń) i w końcu opuszczamy miasto. Uff, to był długi dzień.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Dzień 9. Ciągle w drodze

Dzisiaj mamy ambitny plan by dotrzeć na przedmieścia Sztokholmu. Najpierw lądujemy na szwedzkiej mszy a później mkniemy nad Wysokie Wybrzeże - Hoga Kusten, które również znajduje się na liście UNESCO. Widoki co prawda nie są zapierające dech w piersiach i nie dorównują temu co widzieliśmy w Laponii, ale i tak warto się tam na chwilę zatrzymać. Na jednym z punktów widokowych ugotowaliśmy sobie niedzielny obiadek :) Nysa nie osiąga zawrotnych prędkości przelotowych, więc tego dnia udaje nam się dotrzeć tylko do Gamla Uppsala. Zwiedzanie zostawiamy sobie na jutro.

sobota, 17 sierpnia 2013

Dzień 8. Zatoka Botnicka

Ruszamy wzdłuż wybrzeża Zatoki Botnickiej w dół Szwecji. Mimo, że zaczęło mocno padać, wiać i zalewa nam samochód przez nieszczelną szybę, podjeżdżamy do Gammelstad wpisanego na listę UNESCO, gdzie zwiedzamy kościół z 1492 roku jak i przykościelne domki parafialne. Niestety, ze względu na brzydką pogodę nie możemy zobaczyć tych domków od środka. Następnie ruszamy zatankować gaz do miejscowości Pitea by wyruszyć dalej na południe kraju. W końcu, w okolicy miejscowości Umea wyjeżdżamy z pod tej deszczowej chmury. Nareszcie słońce. Korzystając z pogody robimy sobotnie porządki i sprzątamy busa na przydrożnej stacji benzynowej. Udaje nam się w okolicy znaleźć niedrogie pole kempingowe gdzie postanawiamy spędzić noc.
 
Copyright 2011 HippieNyss. Powered by Blogger